Gwiezdne Wojny o młodym Hanie Solo zapowiadają się coraz lepiej! Produkcja kolejnego spin-offu Star Wars już się zaczęła, do obsady dołączają kolejni aktorzy, a Pojawiły się nowe oficjalne informacje o tajemniczej postaci Benicio del Toro. Premiera filmu Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi w grudniu. Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka: Walt Disney Studios: 1 066 179 725 225 000 000 2006 42. Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie: Walt Disney Studios: 1 056 057 720 200 000 000 2016 43. Aladyn: Walt Disney Studios Motion Pictures: 1 050 693 953 183 000 000 2019 44. Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach: Walt Disney Studios: 1 045 713 802 Jerzy Dominik Kapitan / Nute Gunray / Droid medyczny (polski dubbing) Wojciech Paszkowski Żołnierze-klony / Odd Ball (polski dubbing) Pełna obsada filmu Gwiezdne wojny: Część III Zemsta Sithów (2005) - Dwóch rycerzy Jedi - Obi-Wan Kenobi i Anakin Skywalker - wyrusza na pomoc porwanemu kanclerzowi Palpatine'owi. Trudno wyobrazić sobie 'Gwiezdne wojny' bez kapitalnej muzyki Johna Williamsa. I trudno wyobrazić sobie cały fenomen tego filmu bez furory, jakie w popkulturze zrobiły wyjęte z Istnieje legenda, w której w XIX w. karawana tysiąca wielbłądów po zabłądzeniu, utopiła się w słonym zbiorniku. Być może, to tylko chwyt marketingowy i straszak na samotnych turystów, wymyślony przez przewodników. Szatt al – Dżarid to kolejne miejsce, wykorzystane w scenografii Gwiezdnych Wojen. N4JajL. Pierwsza wersja montażowa “Gwiezdnych wojen” autorstwa Johna Jympsona była totalną porażką, lecz to właśnie owa wersja jest głównym źródłem scen wyciętych z filmu. Niestety, tylko nieliczne osoby miały zaszczyt ją obejrzeć, a dla fanów jest niczym Święty Graal. Została przez nich ochrzczona “The Lost Cut” i zawierała niemalże wszystkie materiały nakręcone na potrzeby “Gwiezdnych wojen”. Wśród nich znalazły się dodatkowe ujęcia w piaskoczołgu Jawów, w centrum dowodzenia rebeliantów, ujęcia sprzed dodania efektów specjalnych, a także część niżej opisanych scen. “The Lost Cut” trwało ponoć 2 godziny i 30 minut. Niestety, z większości scen Lucasfilm opublikował zaledwie po jednej ze scen jest pierwotnym przedstawieniem postaci Luke’a Skywalkera. Chłopak, pracując przy jednym ze skraplaczy wilgoci, dostrzega wystrzały na niebie. Wyjmuje więc lornetkę i zaczyna podziwiać potyczkę (nie wie, że ogląda pościg krążownika Imperium za Łamaczem Blokady). Chłopak decyduje powiedzieć o tym swoim przyjaciołom w Anchorhead, jednak towarzyszący mu robot ulega awarii, więc postanawia zabrać go dopiero w drodze powrotnej. Następnie wsiada do ścigacza i została usunięta, gdyż George Lucas chciał stworzyć sekwencję przyczynowo-skutkową: droidy prowadzą do Luke’a, Luke do Obi-Wana, Obi-Wan do Hana, a Han do Księżniczki. Jako ciekawostkę dodam, że Lucasfilm opublikował ową scenę bez dźwięku, jednakże fani dodali dialogi wykorzystując fragmenty radiowej wersji filmu, w której kwestie Luke’a czytał sam Mark Hamill. Kolejną ciekawostką jest fakt, iż w wersji “Lost Cut” było dużo więcej ujęć wewnątrz piaskoczołgu Jawów, przez co wyraźnie było widać, że wyżej wspomniany droid został przez nich zabrany, i że próbują ponownie sprzedać go Larsowi!Drugi wycięty fragment to ujęcie lorda Vadera i imperialnego oficera idącego przez jeden z korytarzy na Łamaczu Blokady. Rzekomo kąt kamery był zbliżony do poniższych fotosów z planu. Ujęcia nigdy nie opublikowano. Niestety, z trzecim zdjęciem spotkałem się tylko raz, przez co ciężko ustalić jego genezę, jednakże w filmie nie pojawia się żadne ujęcie Vadera z odprowadzanymi rebeliantami w wycięta scena to spotkanie Luke’a z przyjaciółmi (Fixerem, Camie i oczywiście z Biggsem) na stacji Toshi. Na początku tej sceny, Skywalker mija ścigaczem starszą kobietę, która krzyczy na niego:“Mówiłam dzieciaki, byście zwolnili!” – z owego fragmentu opublikowano tylko pojedynczą klatkę (ujęcie podobno zawierać miało efekty specjalne). Tuż po przybyciu na stację, Skywalker wyciąga wszystkich na zewnątrz by zobaczyli bitwę, którą oglądał. Wychodząc, przyjaciółka Luke’a twierdzi, że chłopak spędził za dużo czasu na zewnątrz wszyscy dostrzegają statki na niebie, jednak nie ma śladów bitwy. Dochodzą do wniosku, że tylko tankują paliwo, a cała reszta została zmyślona przez chłopaka. Następnie Biggs stwierdza, iż Rebelia odbywa się daleko poza Tatooine, i że żadna ze stron konfliktu nie jest zainteresowana tą planetą. Na końcu sceny Camie lekceważąco rzuca Skywalkerowi lornetkę, na co chłopak krzyczy“uważaj”. Co ciekawe, do kinowej wersji “Gwiezdnych wojen” przedostało się jedno ujęcie owej lokacji – mowa tu o ujęciu, na które nałożono lecący w stronę Mos Eisley ścigacz. Dodatkowo, Anthony Forrest, który zagrał Fixera, wyznał, że scena nie kończyła się w momencie gdy Camie rzuca Luke’owi lornetkę, lecz że jej dalsza część (póki co nieopublikowana), rozgrywała się wewnątrz budynku. Bardzo możliwe, iż owym fragmentem była scenka jak bohaterowie (w tym Deak i Windy) grają w pewną “międzygalaktyczną grę stołową” (co wyraźnie widać w tle, chociażby na poniższych fotosach). Deaka zagrał Jay Benedict. Wspomnę jeszcze, iż Koo Stark, które zagrała Camie, rozważana była do roli Księżniczki wycięty fragment to kolejna rozmowa Biggsa z Luke’em. Wspomina on jak dobrym pilotem jest Skywalker, po czym zwierza mu się w tajemnicy, że postanowił dołączyć do rebeliantów, gdyż chce walczyć po stronie, którą uważa za słuszną. Mimo, iż Skywalker wie, że to przez swego wuja nie pójdzie w najbliższym czasie do akademii, usprawiedliwia decyzję Owena nawracającymi atakami Ludzi Pustyni. Biggs odpowiada mu, że starzec mógłby zniszczyć całą ich kolonię jednym blasterem, po czym ponownie wspomina o sytuacji politycznej w centralnych systemach. Następnie Biggs żegna się z Luke’em, słysząc od chłopaka, że jest jego najlepszym przyjacielem. Obydwie omawiane sceny Lucas usunął prawdopodobnie dlatego, iż podczas felernego pokazu niedokończonej wersji filmu, jeden z widzów powiedział o Lucasie, że ten “kręci Amerykańskie graffiti w kosmosie”.W piątym usuniętym fragmencie, ciocia Beru nalewała słynne niebieskie mleko. Z owej sceny opublikowano tylko poniższą wycięta scena to dialog podczas poszukiwań R2-D2 między Skywalkerem, a C-3PO. Rzekomo rozmawiali o Benie Kenobim i o tym jak zły będzie Owen gdy wrócą. W opublikowanym jak dotąd fragmencie tej sceny, robot dostrzega pewny problem z pojazdem, po czym Luke to naprawia. Opublikowano również pojedynczą klatkę z ujęcia przestawiającego naszych bohaterów zza pleców, na którym bohaterowie patrzą (chyba) na jakiś budynek. Scena została nakręcona z użyciem tylnej projekcji, co może być przyczyną jej wycięcia (z filmu usunięto prawie wszystkie fragmenty nakręcone w ten sposób).Usunięto także zbliżenie skanera, na którym pojawia się sygnał R2 (jest o nim mowa w wersji kinowej). Poniższe fotosy prawdopodobnie ukazują niedokończony usuniętą sceną jest jedno ujęcie w scenie znalezienia zepsutego C-3PO. Mamy tu alternatywne ustawienie kamery, w którym droid przeprasza za to, co się stało. W wersji “Lost Cut” pojawiło się także alternatywne zbliżenie domostwa Kenobiego, z którego opublikowano oczywiście tylko jedną klatkę. Istnieje też plotka, jakoby do sceny z C-3PO nakręcono również alternatywne ujęcie, na którym widzimy jak wszyscy trzej wracają do ścigacza – owy fragment widać na fotosach zza wyciętym fragmentem jest moment, w którym Skywalker chce ponownie założyć C-3PO blokadę ruchu. Po chwili namysłu, chłopak postanawia z tego zrezygnować, gdyż zaczyna ufać droidowi (nie padał przy tym ponoć żaden dialog). Przyczyną jego usunięcia jest przemontowanie całej sceny. Sfilmowano ją zgodnie ze scenariuszowym wzorem, wedle którego zaczynać się miała od ukazania wiadomości Księżniczki, a dopiero potem rozmowy o ojcu Skywalkera, jego mieczu i tajnikach Mocy. Montażysta Paul Hirsch zaproponował Lucasowi zmienić ową kolejność, aby scena była ciekawsza. Pierwsze zdjęcie jest wykadrowanym fotosem z planu. Ze sceny tej wycięto także kwestię kończącą sekwencję w domu Obi-Wana. Po słowach Kenobiego: “zrobisz to, co uznasz za stosowne”, Skywalker stwierdza, że nie ma pewności, co do racji swoich czynów. Dodam, że sceny te kręcone były w studiu Elstree, oraz że Alec Guiness zaimprowizował i do kwestii “You must do what you feel” dodał “is right of course”. Kwestia została użyta w 2005 roku, w pierwszym zwiastunie (teaserze) “Zemsty Sithów” znalazło się niewykorzystane wcześniej, specjalnie odrestaurowane zbliżenie Obi-Wana. Przedstawia ono obecny w filmie fragment, w którym Kenobi mówi o “Rycerzach Jedi strzegących prawa i porządku w Starej Republice” z innego ustawienia kamery. Drugie zdjęcie przedstawia alternatywne ujęcie ulicy Mos Eisley (opublikowano tylko poniższą klatkę). Rzekomo widać na nim było naszych bohaterów ruszających od szturmowców i jadących wprost pod drzwi kantyny – ujęcie musiało zawierać więc ruch scen usuniętych należy zaliczyć również fragmenty pierwotnej wersji montażowej sceny w kantynie. Pierwsze w oczy rzuca się ujęcie zza pleców naszych bohaterów wchodzących do środka. Nie pojawiają się tu przebitki na pozostałe postaci w kantynie, gdyż uwaga skupiona jest jedynie na głównych bohaterach. Po kwestii barmana co do robotów, Luke przeprasza i każe wyjść tym samym ujęciu, Luke podchodzi do baru, po czym zaczyna rozglądać się na boki i dopiero w tym momencie dostrzegamy różnorodność ras i mamy ujęcie Kenobiego rozmawiającego z Chewbaccą, który pokazuje mu Hana w odległym kącie kantyny. Siedzi on z pewną dziewczyną – nie jest to postać jego dziewczyny Oeety (znanej z pierwotnej wersji scenariusza), gdyż według archiwów Lucasfilmu nosi imię Jenny. Za niedługo ma miejsce znana scenka zaczepienia Luke’a przez obcego, jednakże pojawia się tu alternatywne ujęcie odciętej mieczem świetlnym ręki. Na widok tej sceny, Han Solo całuje dziewczynę. Dodajmy, że zagrała ją Jenny wszyscy wracają do picia, pojawiają się dwa ujęcia innych postaci, niż w wersji, która weszła do kin. Jedną z nich jest gigantyczny pomaga podnieść się Luke’owi, po czym mówi mu o “statku jakiego potrzebują” przedstawiając jednocześnie Chewbaccę. Następnie, tak jak w wersji kinowej, kamera filmuje osobę przy barze, jednak tym razem widać jak ów mężczyzna odchodzi od lady. Przenosimy się na zewnątrz, gdzie widzimy z perspektywy R2-D2 i C-3PO, że to on woła szturmowców i informuje o całym zamieszaniu. Zagrał go kierownik kaskaderów – Peter powracamy do środka, gdzie toczy się rozmowa dotycząca warunków umowy. Zaczyna się ona od ujęcia jak szmugler daje wookie’emu na dłoni coś do jedzenia, po czym prosi dziewczynę by poszła. Dopiero tutaj pada znana kwestia: “Han solo, kapitan Sokoła Millenium”. Cały czas obserwujemy to jednak zza pleców szmuglera. Dopiero od słów: “Chewie mówi, że szukacie transportu na Alderaan”widzimy znajome ustawienie kamery. Kwestia o tym, iż “prześcignął statki korelliańskie, a nie ładunkowe” nie posiada spojrzenia Hana na Luke’a, więc została wklejona z innego dubla. Nie ma tu również kontrplanów zaciekawionego wypowiedzi Kenobiego, Han wypowiada nieobecne w kinowej wersji pytanie retoryczne “żadnych pytań”. Następnie pojawia się tu znajomy uśmiech Harrisona Forda i dialog o miejscowych porachunkach. Obi-Wan wypowiada kolejną kwestię dopiero po dłuższej przerwie, po czym mamy zbliżenie Chewbaki. Słowa Hana: “a to raczej ciężka sprawa” zostały wykorzystane ze zbliżenia Harrisona i różnią się końcówką. Między odpowiedziami oburzonego Skywalkera, nie ma przebitki na zbliżenie Obi-Wana, a kwestia Forda “a ty siądziesz za sterami” również została wmontowana z innego dubla. Także uspokojenie Luke’a przez Bena nie rozgrywa się z użyciem montażu, lecz w jednym, wyżej wspomnianym, ujęciem zza pleców Hana. Pojawia się tu również kolejne zbliżenie wookie’ego i jeszcze jedna kwestia Hana z innego zbliżeniu Bena Kenobiego, mamy ujęcie wchodzących do kantyny szturmowców oraz Hana Solo zza pleców Luke’a. Ujęcie barmana zostało zmontowane z innego dubla, tak jak następne, na którym widzimy Hana i Chewbaccę przy stoliku. Pojawia się tu dodatkowe ujęcie przy ladzie, (w którym szturmowiec wykonuje gest ręką) oraz inne ujęcie przy stoliku. Scena wyjścia Kenobiego i Skywalkera z kantyny została umieszczona nieco wcześniej, gdyż spotkanie z Greedo odbywa się w tym samym ujęciu, w którym Han decyduje się odejść od konfrontacja również różni się od tej z wersji kinowej. Mamy tu dłuższe pierwsze ujęcie, dzięki czemu widzimy, jak Han kładzie nogę na stole. Następnie pojawia się zbliżenie kosmity, ale z zupełnie innego ustawienia kamery. Podczas wymiany zdań nie ma tu przebitki na rękę szmuglera wyjmującą broń, ale jest dodatkowa kwestia Greedo. Mówi on, aby wyszli na zewnątrz bo inaczej załatwi go na miejscu. Han Solo odpowiada: “wątpię by innym się to spodobało”, a Greedo na to: “może nie zauważą? Wstawaj!”. Następnie mamy znajomą kwestię: “długo na to czekałem”, co Han Solo potwierdza strzelając prosto w obcego. Tutaj pojawia się nowe ujęcie innego obcego przy barze oraz nieco dłuższa wersja ujęcia, w którym Han Solo wychodzi z kantyny przepraszając za usuniętą sceną jest spotkanie Hana Solo z Jabbą Huttem (granym przez Declana Mulhollanda). Gangster wypomina szmuglerowi, że jest mu winien pieniądze oraz wypomina, że ten zabił Greedo. Han Solo dobija targu licytując procent, jaki dostanie Jabba za nowe zlecenie. Scenę wmontowano w 1997 roku tworząc “Edycję specjalną”. Zastąpiono wtedy Mulhollanda cyfrowym Jabbą, pasującym do pozostałych części. George Lucas wielokrotnie twierdził, że od zawsze pragnął w postprodukcji zastąpić aktora obcym. Pozostaje więc pytanie, skoro już na planie chciał go zastąpić, to po co Mulholland nosi w ogóle kostium? Ponadto dodam, że w pierwotnych wersjach scenariusza Jabba miał być właśnie innym wyciętym fragmentem jest rozmowa Dartha Vadera z imperialnym oficerem. Vader mówi, że jest gotów przeszukać każdy pojedynczy dom w galaktyce by tylko odnaleźć droidy. Scenę wykadrowano, po czym umieszczono w telewizyjnym “Holiday Special”. Do owego filmu zmieniono jednak treść postsynchronów, by kwestia Vadera dotyczyła rebeliantów, a nie droidów. Pierwsze zdjęcie jest oczywiście jedyną klatką o kinowych proporcjach jaką do tej pory opublikowano… ach, ten sekwencji w Mos Eisley nakręcono scenkę, w której, na widok patrolu szturmowców, mały człowiek przebiega pomiędzy nogami wielkiego stwora. Co ciekawe, ową postać nazwano Flash, na cześć tytułowego bohatera “Flasha Gordona”. Pierwsze zdjęcie pochodzi z jedynej opublikowanej klatki o panoramicznych proporcjach, a pozostałe dwa z wersji wykadrowanej na potrzeby telewizyjnego “Holiday Special”.Z sekwencji zniszczenia Aldeerana wycięto fragment, w którym księżniczka Leia mówi Wielkiemu Moff Tarkinowi, że jest nieludzki. Opublikowano także pojedynczą klatkę z końcówki tej scenki, gdy Vader odprowadzają ją do celi. Scenę nakręcono stosując technikę tylnej jednej ze scen w owym pomieszczeniu nakręcono także zbliżenie człowieka obsługującego konsolę. Mimo, iż nie opublikowano owego materiału, jego realizację potwierdza kolejne zdjęcie z planu, na którym widać wycelowaną w niego filmu wycięto pierwotną wersję ujęć ze sceny w kokpicie, w której bohaterowie odkrywają, że Aldeeran został zniszczony. Została one usunięte ze względu na słabą realizację z użyciem tylnej projekcji – nakręcono ją od nowa w użyciem niebieskiego ekranu. Następny niewykorzystany fragment to scenka z Kenobim, który orientuje się, że znalazł cel swej misji, jednak musi znaleźć do niego inną drogę. Z owej sceny opublikowano tylko pojedynczą klatkę, jednakże można ją obejrzeć w materiałach z planu filmie nie znalazło się także ujęcie z alternatywnego ustawienia kamery, w scenie rozmowy Tarkina z Vaderem po przechwyceniu Sokoła. Opublikowano tylko poniższe dwie scena na pokładzie Gwiazdy Śmierci. Prawdopodobnie jest to porzucony w trakcie zdjęć pomysł, by przedstawiciele Imperium śledzili poczynania naszych bohaterów podczas ucieczki. Z sekwencji zrezygnowano podczas zdjęć, gdyż uznano, że za bardzo komplikuje fabułę. Scenę nakręcono z użyciem tylnej projekcji. Pierwsze zdjęcie jest jedyną opublikowaną klatką, drugie to wykadrowany fotos z planu (projekcja była wyłączona).Kolejny wycięty fragment to część sceny, w której Leia pierwszy raz dostrzega, czym przylecieli jej wybawcy. Bohaterzy przechodzą jakby nigdy nic obok imperialnych oficerów. Pierwsze zdjęcie pochodzi z materiału nakręconego kamerą, a drugie z galerii fotosów. Oglądając kinową wersję “Gwiezdnych wojen”, widać przez sekundę jak Han ogląda się właśnie za sekwencji gdy Luke i Leia skaczą na linie wycięto zbliżenie momentu początkowego oraz ujęcie, które ukazywało cały skok od początku do pojedynku na miecze świetlne wycięto jedną kwestię Obi-Wana. Po słowach: “nie zwyciężysz”, starzec wspomina, że jeśli zrani Vadera, to ten wciąż będzie fizycznie istniał, natomiast jeżeli Vader go powali, to Jedi stanie się potężniejszy niż kiedykolwiek, co jest kwestią użytą w filmie. Skutkiem wycięcia tych słów jest przebitka na zbliżenie Vadera, maskująca przeskok między fragmentami scenę, w której Luke i Han gratulują sobie zniszczenia myśliwców TIE, a następnie rzekomo rozmawiają. Niestety, Lucasfilm nie zdradził czy i na jaki temat, gdyż tak jak w wielu przypadkach, opublikowano tylko pojedynczą ujęcia z hangaru. Na pierwszym zdjęciu widzimy Hana Solo w centrum kadru oraz Skywalkera przyglądającego się silnikowi Y-skrzydłowca. Ujęcie pochodzi ze sceny przybycia do Świątyni, jednakże nie pasuje do tych w filmie gdyż nie zostało odwrócone lustrzanie jak pozostałe. Drugie ujęcie najprawdopodobniej pochodzi ze sceny przed bitwą o Yavin. Opublikowano wyłącznie poniższe zbliżenie jednego z mężczyzn podczas odprawy oraz ujęcie ukazujące wszystkich pilotów od przodu. Również opublikowano tylko pojedyncze perełką jest opublikowane w dokumencie “Empire of Dreams” zbliżenie generała Dodonny mówiącego pilotom “Niech Moc będzie z wami”.Usunięto kwestię Lei “Niech Moc będzie z tobą”. Ma to miejsce tuż po pocałowaniu Luke’a w usuniętą sceną jest spotkanie Skywalkera z Biggsem oraz dowódcą czerwonych. Została ona wmontowana do Edycji Specjalnej, jednak wycięto z niej bardzo ciekawy fragment. Otóż dowódca mówił w nim, że jak był młody to spotkał ojca Skywalkera, który był wówczas świetnym pilotem. Wycięto zatem ów fragment i zamaskowano cięcie umieszczając przechodzącego przed kamerą technika. Skutkiem tego jest bardzo dobrze widoczny przeskok w pozycji R2-D2. To, że Biggs ogląda się za owym technikiem, jest czystym przypadkiem pozwalającym dopełnić reszty złudzenia. Umieszczając ową scenę musiano oczywiście dodać odgłosy z hangaru, takie jak kroki czy o ojcu Skywalkera pojawił się także w komiksowej adaptacji “Gwiezdnych wojen” opartej na scenariuszu zdjęciach zza kulis ukazujących powstawanie oryginalnej Trylogii znalazło się też zdjęcie kokpitu myśliwca Imperium gdy “obrywa”. Lucasfilm potwierdził, iż pochodzi ono z pierwszego filmu kinowego, w którym nie ma takiego niewykorzystane w “Gwiezdnych wojnach” ujęcia, ukazujące panikę na Gwieździe Śmierci oraz biegnących pilotów zostały wykorzystane 6 lat później w “Powrocie Jedi” (przed sceną, w której Luke zdejmuje maskę Vaderowi). Dodajmy, że kręcone były przez drugą wyciętym fragmentem jest kilka ujęć pilota Johna D. (w jego postać wcielił się Jack Klaff). Jedynym z opublikowanych fragmentów z jego udziałem jest moment, w którym jego maszyna zostaje zestrzelona przez myśliwiec Imperium. Gdy gruntownie przemontowano całą bitwę o Yavin, wiele ujęć znalazło się w innej sekwencji, niż zamierzano. Jedną z nich jest kwestia dowódcy Czerwonych “masz jednego na ogonie”, która pierwotnie odnosiła się właśnie do Johna D. (w filmie do Luke’a). Jack Klaff nie został wymieniony w napisach do scen usuniętych, do których zaliczyć należy pierwotne napisy otwierające, które różniły się od znanej nam wersji. Napis “Star Wars” nie pojawiał się nagle i zmniejszał ustępując miejsca pozostałym, ale był ich częścią i razem z nimi odpływał w przestrzeń. Ogromnie różniła się także sama treść napisów: pojawiała się tu mowa o flotach obydwu ze stron konfliktu oraz o obawie Imperium przed przystąpieniem do Rebelii kolejnych systemów. Nie ma tu też mowy o skradzionych planach Gwiazdy Śmierci, której nazwa również się nie pojawia. Dodam, ze podobna forma napisów pojawiła się także w pierwszych książkach i komiksach “Star Wars” z lat niewykorzystanymi elementami jest multum nic nie wnoszących do historii ujęć publikowanych chociażby w filmach dokumentalnych. Większość z nich to zwykłe śmieci zastąpione podczas montażu, czy nieukazane fragmenty obecnych w filmie ujęć, jednakże mimo to dla fanów Sagi nawet one są na wagę dwa zdjęcia prawdopodobnie przedstawiają stopklatki z niewykorzystanych ujęć ze scen rozgrywających się na stacji Toshi, jednak nie ma pewności co do ich autentyczności, ani czy są to stopklatki z filmu czy pojedyncze źródłem są fotosy z planu. Ukazują one wiele fragmentów, które prawdopodobnie zostały nakręcone, jednak nigdy oficjalnie tego nie potwierdzono. Wśród nich znalazło się zdjęcie Luke’a ubranego w “stylowe” ponczo. Jest to prawdopodobnie fragment sceny, w której chłopak wraz z C-3PO odnajduje R2-D2. Ubiór ten pojawia się także w filmach dokumentalnych, ukazujących chociażby kręcenie spotkania Skywalkera z Kenobim (drugie zdjęcie). W wersji kinowej, ponczo Skywalkera pojawiło się zaledwie parę razy, jednak w niniejszych scenach nie ma po nim ani śladu. Najprawdopodobniej aktor po prostu je założył gdy było zimno podczas fotosach z produkcji pojawiło się także zdjęcie przedstawiające trzech Ludzi Pustyni chowających się za skałą. Mimo, iż nie było tego w wersji kinowej, bardzo możliwe, że to tylko zdjęcie promujące zrobione na planie. Z drugiej strony, (teoretycznie) idealnie pasowałoby do wyżej opisanej sceny z robotami. Należy także wspomnieć o pewnym zdjęciu podczas realizacji sceny posiłku w domostwie Larsów. Prawdopodobnie przedstawia ono scenę obecną w filmie, jednakże różni się położenie aktorów przy stole (siedzą na innych miejscach). Często uważana jest ona za wersję alternatywną, podczas gdy w rzeczywistości ustawiono tak aktorów na potrzeby zdjęcia bliżej nieokreślony fragment dotyczy sekwencji w bloku więziennym. Na pierwszym z fotosów widzimy szturmowca w pobliżu przestrzelonej przez księżniczkę dziury – nie może być to jeden z naszych bohaterów, gdyż żaden z nim nie miał w tej chwili włożonego hełmu. Drugie zdjęcie przedstawiać może moment, w którym Luke i Leia wybiegają z celi (w filmie scena kończy się wewnątrz pomieszczenia).Kolejny fragment, co do powstania którego nie ma całkowitej pewności, dotyczy sceny, w której Luke wraca do swego zniszczonego domostwa. Na niżej zaprezentowanym zdjęciu widzimy jak Skywalker powraca do ścigacza – na filmie stoi w co jeszcze zrodziło się w Lucasowskiej wyobraźni? Jedną z rzeczy zastąpionych w kolejnej wersji scenariusza jest scena torturowania księżniczki Lei. Pierwotnie miała być nękana wisząc do góry nogami, aż jej oczy przybrałyby żółty kolor. Po owych torturach nie mogłaby chodzić, więc Chewbacca nosiłby ją przez cały film – zrezygnowano z tego, gdyż taki stan rzeczy zbytnio spowolniałby akcję. Jako ciekawostkę dodam, iż Carrie Fisher była zachwycona tym pomysłem. Innymi porzuconymi pomysłami było pojawienie się w filmie barki-bombowca TIE oraz pierwotne miejsce zakwaterowania Kenobiego – jaskinia (zrezygnowano z tego, gdyż wówczas wzrosłyby koszty realizacji).Sporo ciekawych dialogów miało też miejsce podczas castingu Marka Hamilla i Carrie Fisher w rozmowach z Harrisonem Fordem. Mimo, iż są to pozostałości z poprzednich wersji scenariusza, a nie sceny usunięte z prawdziwego zdarzenia, pozwolę je sobie opisać by ukazać jak bardzo odstępowały od ostatecznej fabuły “Gwiezdnych wojen”.Pierwsza ze scen powinna mieć miejsce w kopicie Sokoła, zaraz po tym, jak bohaterowie orientują się, że Alderaan został zniszczony. Han Solo mówi, że nie pomylił się w obliczeniach, gdyż sprawdził dokładne położenie statku. Następnie wspomina o dziwnym promieniowaniu, jakiego nigdy wcześniej nie widział. Skywalker stwierdza, że Imperium musiało dotrzeć tu przed nimi. W tym miejscu pojawia się znajomy dialog Hana o tysiącach statków, oraz że nigdy nie słyszał o istnieniu tak potężnej broni. Skywalker odpowiada: “teraz już wiesz”, po czym mówi, że powinni poszukać rebeliantów. “Ich bazy są bardzo dobrze ukryte synku. Całe Imperium nie może go znaleźć, a ty sądzisz, że temu podołasz?” – odpowiada szmugler, po czym żąda reszty pieniędzy i stwierdza, że wysadzi ich na najbliższej planecie (co ciekawe prosi o 5 tysięcy, podczas gdy w wersji kinowej pada zupełnie inna suma). Następnie Skywalker przyznaje, że nie ma pieniędzy, na co Han Solo wypowiada kwestię zwieńczającą scenę:“chyba zaczynam cię nie lubić”.Druga castingowa scena to kolejna rozmowa Luke’a i Hana. Tym razem rozmawiają o księżniczce. Luke mówi mu, że tylko dzięki niej uda im się przystąpić do rebeliantów. Chłopak pyta się także, ile jeszcze planet musi zostać zniszczonych, by szmugler przejrzał na oczy. Han Solo odpowiada, by dobre intencje zachował dla siebie, podczas gdy jemu wystarczy nagroda obecna na castingu scena to wymiana zdać między Hanem a księżniczką tuż po ucieczce myśliwcom. Leia mówi mu, że pamięć R2 jest nienaruszona, oraz że pirat dostanie nagrodę, gdy tylko robot będzie bezpieczny. Wyjaśnia mu, że plany Gwiazdy Śmierci mogą ujawnić słaby punkt tej stacji. Dziewczyna przyznaje, że to ona ukryła w droidzie plany, gdy Łamacz został schwytany. Han Solo pyta się gdzie lecą, na co dziewczyna odpowiada, że na czwarty księżyc planety Yavin, którego koordynaty podała już Chewbacce. Han solo mówi, że przez nią Imperium wyśledzi jego statek, a co za tym idzie bazę rebeliantów. Księżniczka jest tego świadoma, jednak stwierdza, że jest to ich jedyna szansa by zniszczyć Gwiazdę Śmierci. Mówi mu także, iż nie ma sensu się ukrywać, gdyż wówczas Imperium będzie niszczyło planety jedna za drugą aż trafi na tą, na której jest baza sceny z “Gwiezdnych wojen” budzą ciekawość, jakiej nie udało się osiągnąć żadnemu innemu filmowi w historii. Z tego też powodu, często za usunięte fragmenty brane są zdjęcia, które po prostu nimi nie są. Korzystając z okazji pozwolę sobie “obalić” dwie, których z całą pewnością nigdy nie sfilmowano (fotosy zostały wykadrowane).Pierwszą z nich są dodatkowe ujęcia ze sceny ze szturmowcami w pobliżu rozbitej kapsuły ratunkowej. Są to tylko i wyłącznie zdjęcia zrobione na kolejną scenę usuniętą brane są zdjęcia przedstawiające Luke’a i Kenobiego z kupcem ścigacza. Fani nierzadko uważają, iż widać na nich jak postaci prowadzą rozmowę. W rzeczywistości jest to wymiana zdań między iż fotosy z planu opisałem wcześniej, najciekawszy z nich pozwoliłem sobie zachować na sam koniec. W “Nowej Nadziei” mamy najbardziej krwawe ujęcie z całej Sagi “Gwiezdnych wojen”. Mowa oczywiście o zbliżeniu odciętej ręki w scene w kantynie w Mos Eisley. A co jeśli pierwotnie ujęcie miało ukazywać także odciętą głowę?!!!W archiwach Lucasfilmu skrywa się jeszcze dużo, dużo materiałów związanych z “Gwiezdnymi wojnami”. Między innymi są to sceny, z których opublikowano tylko pojedyncze klatki, czy te z wersji “Lost Cut” w piaskoczołgu Jawów. Producent Gary Kurtz wyznał także, że w filmie nie znalazły się pewne ujęcia ze sceny abordażu na Łamaczu Blokady – niestety filmowiec nie pamięta jakie (może były to omawiane na początku ujęcia Vadera). Ponoć nigdy nie prezentowane sceny usunięte mają zostać dołączone do wydania Blu-ray całej sagi “Gwiezdnych wojen”, tak jak jedna ze scen z “Powrotu Jedi”, którą ukazano po 27 (!) latach od premiery. Dwudziestu siedmiu! Kto wie, może i te opisane tutaj ujrzymy jeszcze za naszego życia? No chyba że Lucas szykuje piętnaście wydań Blu-ray… Gwiezdne Wojny 8 wymagają od swoich gwiazd największego poświęcenia! Daisy Ridley, John Boyega i Adam Driver mają zajęty kalendarz nie tylko z powodu zdjęć, ale także dlatego, że mnóstwo czasu muszą poświęcać na treningi. Opublikowane właśnie wideo zdradza, że bywa ciężko... Gwiezdne Wojny 8 wymagają od swoich gwiazd największego poświęcenia! Daisy Ridley, John Boyega i Adam Driver mają zajęty kalendarz nie tylko z powodu zdjęć, ale także dlatego, że mnóstwo czasu muszą poświęcać na treningi. Opublikowane właśnie wideo zdradza, że bywa ciężko... Gwiezdne Wojny 8 mają być spektakularnym, pełnym akcji i pojedynków widowiskiem, nie powinno więc nas dziwić, że od aktorów wymaga się najwyższej formy. Daisy Ridley, John Boyega i Adam Driver muszą być gotowi do walki na miecze świetlne, długodystansowych biegów i skomplikowanych akrobacji. Z tego powodu w przerwach od pracy na planie filmu Gwiezdne Wojny 8 mnóstwo czasu poświęcają na treningi. Regularnie dzielą się też swoimi postępami. Opublikowane przez Daisy Ridley wideo to jednak nie tylko dowód zaangażowania aktorki, ale także sugestia, że na odkrycie czekają wielkie sekrety. Aktorka z filmu Gwiezdne Wojny 8 w czasie treningu ma bowiem na głowie chustkę, która ukrywa jej najnowszą fryzurę, a sam filmik jest podpisany hashtagiem „królowa sekretów”. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nikt nie uwierzyłby, że uczesanie może być spoilerem, ale realia się zmieniają. Twórcy filmu Gwiezdne Wojny 8 za wszelką cenę zamierzają nie dopuścić do wycieku informacji i aktorzy muszą uważać na każde słowo. Gwiezdne Wojny treningowe Zanim nowe Gwiezdne Wojny Najbliższym filmem z sagi Gwiezdne Wojny jest film Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie, który do kin trafi w połowie grudnia 2016. Premiera produkcji Gwiezdne Wojny 8 jest zaplanowana na rok później – grudzień 2017. W kolejnych latach do kin mają trafić jeszcze co najmniej 3 filmy Gwiezdne Wojny – 2 spin-offy i finał nowej trylogii. Wcale nie jest jednak powiedziane, że na tym koniec… Chociaż czeka nas jeszcze wielomiesięczne oczekiwanie, nikt nie musi się nudzić! Fani Star Wars na pewno znajdą coś dla siebie w serwisie eskaGO! Kosmiczne seriale, produkcje sci-fi, filmy o podróżach w kosmos – wystarczy kliknąć, by oglądać online! Zobacz to video online, za darmo i legalnie >> Przygody Luke’a Skywalkera i spółki były moim oczkiem w głowie od momentu, kiedy obejrzałem Epizody IV-VI gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych. Całą trylogię szybko znałem na pamięć, puszczając ją w kółko z kaset VHS, zatem ogrywanie kolejnych gier ze świata „Gwiezdnych Wojen” było naturalną koleją rzeczy. Zarówno na komputerach, konsolach, jak i automatach arcade wszędzie, gdzie tylko mogłem, sprawdzałem kolejne tytuły. Ależ w nich się działo: kosmiczne bitwy między siłami Rebelii i Imperium, pojedynki na miecze świetlne, przedzieranie się przez korytarze pełne szturmowców oraz popiskiwanie R2D2. To były setki godzin przegranych z wypiekami na twarzy, które warte są przypomnienia. I tak powstała poniższa lista dziesięciu moich najważniejszych wspomnień związanych z grami z tego uniwersum. The Empire Strikes Back (1982) Ta gra kupiła mnie okładką, na której imperialna maszyna AT-AT majestatycznie kroczyła w kierunku bazy rebeliantów na mroźnej planecie Hoth, a mały Snowspeeder strzelał do niej z laserowych działek. Doskonale kojarzyłem tę scenę. W końcu regularnie oglądałem początkowy fragment „Imperium kontratakuje” przyniesiony zresztą na kasecie wideo z giełdy. Garażowy lektor czytał w nim nazwę Eskadry Łotrów jako „Wiedźmy” albo „Szelmy”. Tyle wystarczyło, żeby moja młodzieńcza wyobraźnia weszła na najwyższe obroty. Wreszcie mogłem chwycić za joystick i sprawdzić się jako pilot Rebelii! Przy okazji to była jedna z pierwszych oryginalnych gier, jakie widziałem na własne oczy. W dodatku na rzadko spotykany u nas sprzęt, czyli Atari 2600. Jako że było to w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, konsola miała już wtedy kilka lat na karku i oprawa The Empire Strikes Back trąciła myszką. Tym bardziej, że gdzieś tam na horyzoncie widziałem już pierwsze gry na Amigę. Cała grafika była umowna, chociaż delikatny efekt paralaksy tła potrafił zwrócić na siebie uwagę. Prosta produkcja zamknięta w 4-kilobajtowym (!) kartridżu przypominała mi zręcznościowy hit Defender i nawet działała w podobny sposób. Zamiast dziesiątków wrogich statków trzeba było jednak zniszczyć jedną konkretną maszynę, czyli AT-AT. Trochę powtarzalnego latania połączonego ze strzelaniem i w zasadzie tyle. Ale była w tym jakaś magia, czysta frajda z obcowania z grą z ulubionego filmu science fiction. Star Wars (1983) Musiało minąć sześć lat od kinowej premiery, zanim „Nowa nadzieja” doczekała się swojej pierwszej komputerowej adaptacji. Ale warto było czekać, ponieważ fani wreszcie dostali możliwość wskoczenia do kokpitu X-Winga i samodzielnego zmierzenia się z potęgą Imperium. Tytuł nazwany po prostu Star Wars dostępny na automatach (z późniejszymi portami na komputery domowe) okazał się niesamowitym spektaklem trójwymiarowej wektorowej grafiki, muzyki Johna Williamsa i dynamicznej akcji dziejącej się na ekranie. Gra bazowała na finalnych scenach „Nowej nadziei” rozgrywających się podczas nalotu na Gwiazdę Śmierci. Trzy etapy obejmujące walkę z myśliwcami TIE, niszczenie dział na powierzchni i wreszcie szalony lot w szybie stacji bojowej stanowiły esencję tego, co wiązało się z filmem Lucasa. Powiedzmy szczerze: każdy chciał poczuć się jak Luke Skywalker odpalający torpedy w kierunku wąskiego szybu wentylacyjnego, a ta gra dawała te emocje. Zresztą oryginalny automat arcade w wersji tzw. Deluxe przypominający kokpit gwiezdnego myśliwca z dużym ekranem i solidnymi głośnikami, z których dobiegał głośników głos Bena „Use the Force” to było coś niesamowitego! Muszę przyznać, że kilka wersji tej gry przeniesionej na 8-bitowce również trzymało poziom. Chociaż rozgrywka była relatywnie krótka, chęć śrubowania wyników i próby rywalizacji na coraz wyższych poziomach trudności działały jak magnes. Super Star Wars (1992) Jeśli by spojrzeć na poziom frustracji, jakie może zaoferować gra, Super Star Wars ze SNES-a plasuje się na szczycie listy. Ten tytuł, a w zasadzie cała trylogia, należą do gier, które jednocześnie kocham i nienawidzę. Przekombinowane, trudne i niewybaczające błędów. Koszmar gracza. Gdyby dotyczyło to innych produkcji, pewnie nie zainteresowałbym się nimi na dłużej. Tymczasem tutaj raz, że miałem do czynienia z „Gwiezdnymi Wojnami”, a dwa wszystkie części SSW miały w sobie to coś, co nie pozwalało człowiekowi oderwać się od ekranu. Ich siłą napędową była różnorodność. Odwzorowano wszystkie ważne sceny z filmu, wiele z nich interpretując w dość ciekawy sposób. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili wspinałem się Luke’em na wielki pojazd handlarzy droidów na planecie Tatooine, żeby za moment pędzić śmigaczem po pustyni w kierunku Mos Eisley, a jeszcze później wskoczyć w futro Chewiego i strzelać z laserowej kuszy do szturmowców. Intensywność wrażeń na piątkę. Pozostałe dwie części trylogii opierały się na podobnym schemacie, czyli dużo biegania i strzelania poprzeplatanego sekcjami za sterami różnych pojazdów. Szczególnie dobrze wypadło Super Empire Strikes Back ze swoim kapitalnie przygotowanym etapem rozgrywającym się na Hoth. Pilotowanie Snowspeedera podczas obrony bazy przed nacierającymi siłami Imperium pokazane w ujęciu 2,5D (SNES-owy tryb Mode 7) to klasa sama dla siebie. Prawdziwa 16-bitowa perełka. X-Wing (1993) Dla tej produkcji gotów byłem zdradzić „Przyjaciółkę”, tak świetnie wyglądała. Gdzieś tam po cichu liczyłem, że skoro na Amigę 500 wydano port Wing Commandera (kiepski, ale jednak), to świeży hit od LucasArts też jakoś zmieści się choćby na 10 dyskietkach. Jednak postęp techniczny był nieubłagany i rozbudowane gry hulały tylko na PC, więc w końcu i ja przesiadłem się na blaszaka. Powiem wam: było warto jak diabli, bo X-Wing pochłonął mnie bez reszty. Świetnie przygotowany kosmiczny symulator, w którym mogłem stanąć po stronie Rebelii i walczyć z potężnym Imperium, pilotując statki znane z filmowej trylogii. Szybkim A-Wingiem toczyłem zacięte pojedynki z wszelakimi odmianami maszyn typu TIE, bombowcem Y-Wing niszczyłem silnie opancerzone jednostki wroga, a tytułowym X-Wingiem wspierałem swoją flotę w najtrudniejszych bitwach. Oprócz dobrego refleksu musiałem wykazać się sprytem przy zarządzaniu systemami statków (tarcze, lasery, silnik), przerzucając zasoby energii tam, gdzie były najbardziej potrzebne. Misje zostały świetnie zaprojektowane i spięte w fabularną kampanię z wieloma zadaniami pobocznymi, motywując tym samym do wyciskania z gry ostatnich soków. I to wszystko podane w szybkiej grafice 3D i systemie iMuse, dzięki któremu muzyka zmieniała się w zależności od intensywności akcji na ekranie. Jedyny minus X-Winga to sterowanie, a konkretnie konieczność posiadania joysticka, co w przypadku PC nie należało do oczywistości. Granie na samej klawiaturze było cholernie trudne i frustrujące. Żeby zostać asem lotniczym ruchu oporu, należało bezwzględnie zakupić drążek. Rebel Assault (1993) Prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjna gra w tym zestawieniu, należąca do gatunku interaktywnych filmów ze wszystkimi wadami takiego rozwiązania. Rozgrywkę spłycono głównie do sterowania celownikiem na ekranie i strzelania do przeciwników. Akcja leciała jak po szynach po z góry przygotowanej ścieżce, a nad właściwą zabawą dominowało oglądanie scenek przerywnikowych. Co więc tak mocno utkwiło mi w pamięci w związku z Rebel Assault? Oczywiście oprawa. Kiedy gra ukazała się w 1993 roku, wyglądała obłędnie. Mnóstwo prerenderowanej grafiki, niesamowite modele statków kosmicznych (dużo lepsze niż proste bryły 3D) i dźwięk w wysokiej jakości z mnóstwem samplowanej mowy powodowały, że miałem wrażenie uczestnictwa w kolejnej odsłonie filmu. Lot w polu asteroid czy atak na Gwiazdę Śmierci nigdy wcześniej nie wyglądały tak dobrze, jak tutaj. Ponad 400 MB danych na krążku robiło wrażenie tym bardziej, że były to czasy, kiedy dyskietkowe tytuły pozostawały w powszechnym obiegu. Koledzy tłumnie przychodzili oglądać fajerwerki, jakie oferowała technologia CD-ROM. Posiadacze PC z miejsca planowali zakup nowego typu napędu, a właściciele Amig czuli się, jakby ktoś wbił im ostatni gwóźdź do trumny. Druga część wydana dwa lata później oferowała z grubsza to samo, tyle że miejsce rysowanych postaci zajęli prawdziwi aktorzy. Tym samym po raz pierwszy od „Powrotu Jedi” nakręcono nowe sceny do uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Dark Forces (1995) Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zapowiedź Dark Forces, czułem, że spełnia się mój najwspanialszy sen gracza. Produkcja oparta o widok FPP à la Doom w połączeniu z klimatem „Gwiezdnych wojen”? To nie mogło się nie udać! I rzeczywiście: kiedy wreszcie odpaliłem ten świeży hit od LucasArts, byłem już pewien, że gra trafiła idealnie w moje oczekiwania. Otrzymałem osobną pełnoprawną historię rozgrywającą się obok filmowych wydarzeń gdzieś pomiędzy epizodem IV a V. Główny bohater Kyle Katarn okazał się klawym gościem, który wspomagał rebeliantów w poszukiwaniu ukrytej placówki Imperium, gdzie szkolono elitarne jednostki Dark Trooperów. W fabułę wpleciono Dartha Vadera, Jabbę oraz Bobę Fetta występującego w roli jednego z przeciwników. Nie muszę dodawać, że przy takim pojedynku emocji nie brakowało. Zresztą pamiętnych momentów było mnóstwo, jak choćby wymiana ognia z zastępami szturmowców, kiedy używałem przeciwko nim ich własnej broni w postaci karabinu E-11. Dźwięk wystrzałów z niego mocno kojarzy się z filmową trylogią. Dark Forces nie było zwyczajnym klonem Dooma. Poszło o krok dalej, przecierając kolejne szlaki w gatunku FPS-ów. Miało techniczne nowinki w postaci rozglądania się w górę i dół, wciągającą fabułę obrazowaną przez scenki przerywnikowe, świetny balans między dużą dawką strzelania i kombinowania ze strategią przy przechodzeniu etapów. To było niczym ogrywanie tytułu, który spokojnie mógłby istnieć pod postacią kinowego spin-offu głównej serii. Jedi Knight: Dark Forces II (1997) Odkąd pamiętam w grach komputerowych bazujących na „Gwiezdnych wojnach” zawsze chciałem znaleźć odzwierciedlenie dwóch istotnych dla mnie rzeczy znanych z filmowej trylogii. Pierwszą była możliwość udziału w kosmicznych bitwach podczas pilotowania rebelianckich statków, co z nawiązką spełnił X-Wing wydany na PC. Druga sprawa to pojedynki na miecze świetlne. Wprawdzie takowe występowały w stareńkim Jedi Arena (jeszcze na Atari 2600), a później w serii Super Star Wars, ale brakowało im większej głębi. Rzekłbym, że nie czułem w tych tytułach oddania należnego szacunku dla tej kultowej broni. Musiałem więc poczekać do roku 1997, kiedy pojawił się Jedi Knight: Dark Forces II. Główny bohater Kyle Katarn, znany już z poprzedniej części, odkrył w sobie zadatki na prawdziwego Jedi, w związku z czym z przeciwnikami rozprawiał się nie tylko za pomocą blastera, ale przede wszystkim miecza świetlnego. Wyprowadzanie ciosów i parowanie laserowych strzałów uwalniało niesamowite pokłady grywalności. I to w fantastycznej jak na owe czasy grafice, wykorzystującej nowe akceleratory 3D, połączonej ze wstawkami filmowymi, w których grali prawdziwi aktorzy (solidny występ Jasona Courta w roli Kyle’a Katarna). Właśnie na to czekałem tyle lat! Dark Forces II jako pierwsza produkcja z serii „Star Wars” pozwalało mi podążać ścieżką rycerza Jedi, który potrafił używać Mocy oraz miał wybór opowiedzieć się po jej jasnej lub ciemnej stronie. Nie powiem – granie jako sprzymierzeniec Sithów było bardzo kuszące… Episode 1: Racer (1999) Premiera „Mrocznego widma” w 1999 roku pozostawiła mi spory niedosyt. Niby „Gwiezdne wojny” wracały, chociaż nie na miarę moich oczekiwań. Film w kilku miejscach się bronił, ale pamiętne wpadki z postacią Jar Jar Binksa na czele są wręcz niewybaczalne. Oficjalna gra oparta na wydarzeniach ze srebrnego ekranu pojawiła się na PlayStation mniej więcej w tym samym czasie i też okazała się, delikatnie mówiąc, przeciętna. I nagle jakby spod ziemi wyrósł Episode 1: Racer. Kto by przypuszczał, że wyścigi w świecie „Gwiezdnych Wojen” okażą się strzałem w dziesiątkę? Spece z LucasArts wzięli na warsztat jedną z niewielu dobrych scen z filmu, czyli zawody podów, będących w skrócie połączeniem gondoli i dwóch potężnych silników. Takie rydwany w klimacie SF. Episode 1: Racer ogrywałem na konsoli Nintendo 64 i było to fantastyczne doświadczenie głównie za sprawą nietypowo rozplanowanego sterowania. Gra miała opcję (o dziwo ukrytą!) korzystania z dwóch joypadów jednocześnie. W każdym z nich analogowa gałka służyła do kierowania jednym z silników: osobno lewym i prawym. Płynęły z tego zupełnie nowe doznania. Początkowo trudno mi było opanować pojazd, ale po odpowiednim treningu szalałem po galaktycznych trasach, pracując wręcz całym ciałem i przechylając się na różne strony podczas karkołomnych manewrów na ekranie. Pewnie moje wygibasy wyglądały co najmniej dziwnie, ale przecież walczyłem o tytuł najlepszego ściganta w galaktyce! Rogue Leader (2001) Atak rebeliantów na pierwszą Gwiazdę Śmierci i bitwa na planecie Hoth to dwa najbardziej eksploatowane motywy w grach z serii „Star Wars”. Wcześniej wspomniałem już kilka niezłych tytułów wykorzystujących te widowiskowe sceny, ale to, co pokazało Rogue Leader na konsoli GameCube, było wkroczeniem na zupełnie nowy poziom wrażeń. Śmiem twierdzić, że w momencie jej premiery żadna inna gra z tego uniwersum nie wyglądała lepiej. Było na co popatrzeć: obłędnie płynna animacja, kiedy X-Wing śmigał tuż nad powierzchnią imperialnej stacji bojowej, czy pompujące adrenalinę przeloty pod brzuchami maszyn AT-AT powodowały autentyczny opad szczęki. Każda misja stanowiła niesamowity spektakl, podczas którego wokół mnie toczyły się starcia wielu jednostek. Czarną pustkę kosmosu przecinały wstęgi laserowych wystrzałów, wielkie krążowniki eksplodowały, trawiąc ekran morzem ognia, a z głośników dobiegały okrzyki skrzydłowych. Bo w tej grze nie byłem skazany sam na siebie. Zgodnie z tytułem Rogue Leader do mojej dyspozycji pozostawiali inni piloci, czekający na wydanie rozkazów. To otwierało nowe możliwości taktyczne. Skrzydłowi czym prędzej udawali się we wskazane miejsce, żeby rozbić w pył myśliwce TIE, osłaniali moje plecy albo posłusznie wycofywali się na bezpieczne pozycje. Kapitalna sprawa. Ta produkcja wyrwała mi szmat czasu z życiorysu i zawsze świetnie się przy niej bawiłem. Ba! Nadal spędzam przy niej czas. To się nazywa piękna emerytura dla gry wideo. Knights of the Old Republic (2003) Jeśli miałbym wskazać jedną gwiezdnowojenną grę, która swoim rozmachem przyćmiła wszystkie wcześniejsze produkcje, to postawiłbym właśnie na KOTOR. Ten tytuł był ze wszech miar wielki: liczba planet, bohaterów czy bogactwo wyposażenia sprawiało, że miałem przed sobą niesamowicie rozbudowaną samodzielną opowieść, w którą można było wsiąknąć na dziesiątki godzin. Autorzy z BioWare podjęli dobrą decyzję, umieszczając akcję 4000 lat przed wydarzeniami z „Nowej nadziei”. Dało im to swobodę w tworzeniu fabuły pełnej zaskakujących zwrotów i pobocznych wątków oraz całej plejady nowych postaci. Wielką przyjemnością było uczestnictwo w tym precyzyjnie wykreowanym świecie, niby zupełnie świeżym i dalekim od filmowych wątków, ale jednak jakby znajomym, gdzie łatwo dało się odnaleźć. KOTOR miał dobre wzorce, jeśli chodzi o mechanikę, którą oparto na popularnym systemie d20. Jako wieloletni fan papierowych RPG czułem się jak ryba w wodzie, poruszając się wśród znanych mi zasad panujących w świecie gry. Zapoczątkowana wcześniej w Jedi Knight możliwość wyboru ścieżki między jasną a ciemną stroną mocy pozwalała decydować o rozwoju fabuły, odkrywając tym samym różne wątki. Ilość pracy włożona w przygotowanie linii dialogowych zależnych od sytuacji była jak na tamte czasy olbrzymia. Zresztą gdzie nie spojrzałem, widziałem duże przywiązanie twórców do detali, jak ślady butów pozostawiane na piaskach Tatooine czy trawa uginająca się pod stopami postaci na Kashyyyk. KOTOR to jedno z moich najwspanialszych wspomnień jako gracza w ogóle. Prawdziwy ponadczasowy tytuł. Artykuł ukazał się w Pixelu #37, którego nakład został już wyczerpany. Zapraszamy jednak do sklepu Pixela po inne wydania magazynu w druku oraz po cyfrowe wersje.

aktorzy z filmu gwiezdne wojny