Adwent-czas odnowy Pierwsza świeca zapłonęła.Czas odnowy warto zacząć.Spojrzeć w głębię swego serca,no i duszę także sprzątnąć. ;Czas przemija bardzo szybko,więc nie zwlekaj, odnów serce.Moc czuło
Różaniec zaczęła odmawiać od 3 roku życia razem z mamą, żyjącym wówczas tatą i babcią. Kiedy miała 9 lat, założyła Podwórkowe Kółka Różańcowe. - Były wakacje, lipiec 1997 r. Czwórka dzieci, z którymi się bawiłam, przyszła do mnie z propozycją byśmy założyli "gang". A ja zaproponowałam im modlitwę różańcową.
ja maryja was prosz ze zami tekst Tekst - Płomień 81 "To nie jest kiepskie bla bla, to zabije cię jak Kain Abla Klasyczne jak Duck Down rap propaganda Znamy kilka miejsc niebezpiecznych jak Bagdad Znamy wielki stres z nami dobry tekst, dobry panczlajn Ty"
Godz. 5.30 rano. Mój dwuletni synek wstał i przyszedł po butelkę mleka. Byłam wtedy w 36 tygodniu ciąży. Gdy podniosłam się z łóżka, poczułam, że po nogach coś mi leci… To była krew. Masa krwi.
11 maja 2016. Tajemnice Fatimy. Nowa książka o objawieniach maryjnych. Jest to książka poruszająca umysły i serca, opowiadająca o najważniejszych wydarzeniach naszych czasów, które zmieniły świat – powiedział metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz podczas prezentacji albumu „Tajemnice Fatimy. Największy sekret XX wieku”.
ja maryja was proszę ze łzamija maryja was prosze przez lzy; bro maschinegun; ziomki pytali co u mnie; mija czwarty rok w grze a wciąż jest dobrze; dawali tu rok mi; bero maschinegun; mija tu czwarty rok w grze a wciąż jest dobrze; Choć sił mi brak; więcej
uWiB0JM. GŁOS nr 71 ŚW. JANA CHRZCICIELA MIESIĘCZNIK PARAFIALNY (październik 2001) Wersja On-Line "Z różańcem w ręku..." - październikowa refleksja; "Papież kochany, ale czy słuchany? - XXIII Rocznica Pontyfikatu Jana Pawła II; Historia naszej parafii "Prezentacja Kalendarza Jubileuszowego" - wydanego z okazji przypadającej w przyszłym roku 60 rocznicy powstania naszej parafii; "Ojciec Luigi Tezza - kamilianin"- nasi parafianie w drodze do Rzymu na beatyfikację oraz dla dzieci opowiadanie pt.: "Chcę służyć najpotężniejszemu...". Ja Maryja was proszę ze łzami, Ja Maryja was proszę przez łzy, To Ja Matka tak bardzo was proszę Ofiarujcie różaniec wciąż Mi. Bo różaniec jest drogą zwycięstwa, Bo różaniec to radość i łzy. Ja różańcem złe moce zwyciężam W radość zmienią się smutku już dni. Z pieśni maryjnej.
Było to dnia 19 września 1846 roku, w sobotę, w dzień poprzedzający Święto Siedmiu Boleści Maryi. Słoneczny ranek zagościł w kotlinie La Salette. Dwoje pastuszków, Maksymin i Melania, wypędzają swoje stado zygzakowatą drogą po zboczu Planeau pod górę, na pastwisko w granicach gminy La Salette. Nie domyślają się, że prowadzi ich tajemnicza dłoń. Piotr Selme, gospodarz, u którego w tym tygodniu Maksymin jest na służbie, przez całe przedpołudnie kosi trawę w pobliżu dzieci pasących stada. Około południa słychać z wioski La Salette głos dzwonu na Anioł Pański. Dzieci spędzają zwierzęta razem i prowadzą je w inne miejsce płaskowyżu. Najpierw poją krowy w potoku Sezia, w tzw. zbiorniku dla bydła i pędzą je na łagodne zbocze góry Gargas. Same zaś siadają w dole, na lewym zboczu Sezii, obok źródła dla zwierząt i spożywają przyniesiony ze sobą czarny chleb z serem. Piją do tego świeżą źródlaną wodę, a wierny towarzysz Maksymina – pies Lulu, również dostaje swoją porcję jedzenia. Inni pasterze, pasący niedaleko Maksymina i Melanii, też przyprowadzili swoje bydło do źródła, aby je napoić i aby również się posilić. Maksymin i Melania zostają w końcu sami. Siadają wygodnie po prawej stronie strumienia, obok małej studni, która w lecie zawsze wysychała. Ponieważ bawiły się przez całe przedpołudnie i już od samego świtu były na nogach, są zmęczone. Słońce praży na odsłoniętych stokach – i dzieci, wbrew swoim zwyczajom, zasypiają. Po półtorej godzinie Melania nagle się budzi. Pierwsza jej myśl dotyczy krów. Zrywa się na równe nogi i rozgląda się wokoło, wypatrując zwierząt. Nie może ich jednak zobaczyć z niecki, w której się znajduje. Wówczas przestraszona woła: Maksyminie, chodź, nie ma naszych krów! Na wpół śpiący jeszcze chłopiec mówi do swej towarzyszki: Co się stało? Co tak krzyczysz? Melania znów powtarza: Krowy zniknęły! Dzieci zrywają się szybko z miejsca i pędzone strachem biegną pod górę, na małe wzniesienie. Spostrzegają, że krowy pasą się na przeciwległym zboczu góry Gargas. Z westchnieniem ulgi Melania chce zawrócić z powrotem do niecki, ale w połowie drogi staje jak wryta, ogarnięta ponownie strachem. Najpierw nie może wydobyć z siebie żadnego słowa. Później woła słabym głosem: Memin, spójrz na tę wielką jasność tam w dole! Gdzie, gdzie? – odpowiada chłopiec i doskakuje do dziewczynki. Nad kamieniem, na którym spali niedawno, unosi się tajemnicza, wielka ognista kula. To wyglądało jak słońce, które spadło na ziemię – powiedzą dzieci później – ale o wiele piękniejsze i jaśniejsze niż słońce. Światło staje się coraz większe i im bardziej się powiększa, tym intensywniej świeci. Co to może być? – jak błyskawica przez głowę dziewczynki przelatuje myśl: to może być Zły, którym grozili jej niekiedy ludzie majstra, gdy była niegrzeczna. Ach, Boże kochany – wzdycha i wypuszcza z ręki pasterski kij. Maksymin jest również wystraszony. Podobnie jak Melania wypuszcza kij, ale natychmiast go podnosi i mówi: Trzymaj swój kij, ja trzymam swój, a jeżeli to coś nam zrobi, już ja je zdzielę. W tym momencie jasność zaczyna robić się nagle przeźroczysta. W roziskrzonym świetle ukazują się dwie ręce, w rękach zaś ukryta twarz. Coraz wyraźniej zarysowuje się kształt postaci. Zdaje się siedzieć, pochylona z głową do przodu, jak kobieta, którą przygniata ciężkie brzemię lub wielkie cierpienie. Następnie świetlista kula zaczyna się rozjaśniać ku górze, a dziwna osoba wstaje, odejmuje ręce od twarzy, chowa je w szerokich rękawach sukni, zbliża się do pastuszków i uspokaja ich słowami pełnymi dobroci. Zwraca się do dzieci, które wciąż jeszcze stoją nieruchomo, nie spuszczając z Niej oczu. I teraz słyszą głos: “Zbliżcie się moje dzieci, nie bójcie się! Jestem tutaj, aby przekazać wam ważne Orędzie”. Głos nieznajomej Pani brzmi serdecznie i łagodnie jak muzyka. Wszelki strach gdzieś pierzchnął, a dzieci zbiegają zboczem w dół, do tajemniczej postaci. Pani pełna majestatu podchodzi bliżej, a potem stają tak blisko siebie, że nikt nie mógłby przejść między nimi. Przed nimi stoi Pani pełna dostojeństwa, ale i matczynej troski. Jest tak piękna, iż od tej pory dzieci mają dla Niej tylko jedno imię – “la belle Dame” – Piękna Pani. Ma na sobie złocistą szatę, na której promienieją niezliczone gwiazdy. Korona z róż otacza Jej głowę. W każdej róży lśni świetlisty diament, a całość wygląda jak lśniący diadem królowej. Na długą, białą szatę ma zaś założony złocistożółty fartuch. Na Jej nogach – skromne białe buty, obsypane jednak perłami, a Jej stopy przyozdabia mała girlanda z róż we wszystkich kolorach. Trzeci wieniec z róż okala Jej niebieską chustę na ramionach, na których dźwiga ciężki, złoty łańcuch. Na małym łańcuszku wokół szyi wisi krzyż z młotkiem i obcęgami po bokach. A Chrystusa na krzyżu widzą dzieci, jak gdyby był żywy. Promienieje z Niego całe światło, w którym zanurzona jest Zjawiona. Szlachetna, owalna twarz Pięknej Pani jest pełna wdzięku, którego żaden artysta nie jest w stanie oddać. Promieniuje najjaśniejszym blaskiem. Oczy zaś pełne są nieskończonego bólu, Pani płacze bez przerwy gorzkimi łzami. Jednakże łzy te płyną jedynie do wysokości krzyża na piersi i zamieniają się tam w promienisty wieniec świetlistych pereł. Całe zjawisko jest przeźroczyste i unosi się odrobinę nad ziemią. Wszystko błyszczy i migocze, iskrzy się i promienieje. Dzieci stoją zdumione i zapominają o wszystkim wokół siebie. Zjawiona obejmuje dzieci spojrzeniem pełnym matczynej miłości. Potem zaczyna mówić: “Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak ciężkie i tak przygniatające, że już dłużej nie będę mogła go podtrzymywać. Od jak dawna już cierpię z waszego powodu! Chcąc, aby Mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona nieustannie wstawiać się za wami. Ale wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście wiele się modlili i czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam. Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie, i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni ramię Mego Syna tak ciężkim. Woźnice przeklinają, wymawiając Imię Mojego Syna. Te dwie rzeczy czynią ramię Mego Syna tak ciężkim. Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach, ale nic sobie z tego nie robiliście; przeciwnie, znajdując zepsute ziemniaki, przeklinaliście, wymawiając Imię Mojego Syna. Będą się one psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale.” Tu Zjawiona przerywa nagle. Podczas gdy mówi o ziemniakach, Melania odwraca się do Maksymina, jak gdyby chciała go zapytać, co Piękna Pani chce przez to powiedzieć. Melania rozumie tylko niektóre słowa francuskie, również pomme jako jabłko. “Ach, nie rozumiecie, dzieci! Powiem wam to inaczej.” Powtarza im w miejscowej gwarze to, co już powiedziała o zbiorach i kontynuuje w dialekcie: “Jeżeli macie zboże, nie trzeba go zasiewać, bo wszystko, co posiejecie, zjedzą zwierzęta. A jeżeli coś wyrośnie, obróci się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód, lecz zanim to nastąpi, dzieci poniżej lat siedmiu będą dostawały dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą cierpieć z powodu głodu. Orzechy się zepsują, a winogrona zgniją.” Zjawiona znowu przerwała. Każdemu z dwojga dzieci powierzona zostaje tajemnica w taki sposób, że żadne nie słyszy, co Pani mówi drugiemu. Później Pani kontynuuje: “Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. A teraz Zjawiona stawia im pytanie: Czy dobrze się modlicie, moje dzieci? Obydwoje odpowiadają zupełnie szczerze: Niespecjalnie, proszę Pani. Na to następuje matczyne napomnienie: Ach dzieci, trzeba się dobrze modlić, rano i wieczorem. Jeżeli nie macie czasu, odmawiajcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a jeżeli będziecie mogły, módlcie się więcej. Latem na Mszę Świętą chodzi zaledwie kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedziele przez całe lato, a w zimie, gdy nie wiedzą, czym się zająć, idą na Mszę świętą jedynie po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu chodzą do rzeźni jak psy! Piękna Pani stawia dzieciom jeszcze jedno pytanie: Moje dzieci, czy nie widziałyście nigdy zepsutego zboża?” Maksymin, nie zastanawiając się długo odpowiada w imieniu ich obojga: “Nie, proszę Pani, nigdy nie widzieliśmy”. Wtedy Pani zwraca się do chłopca: “Lecz ty Maksyminie, musiałeś je widzieć. Nie przypominasz sobie, jak kiedyś szedłeś z ojcem z Coin do Corps? Tam wstąpiliście do zagrody. Gospodarz powiedział: „Chodźcie zobaczyć, jak moje zboże się psuje”. Poszliście razem. Twój ojciec wziął dwa lub trzy kłosy w dłonie, pokruszył je i wszystko obróciło się w proch. W drodze powrotnej do domu ojciec dał ci kawałek chleba ze słowami: „Weź to, kto wie, czy na Boże Narodzenie będziemy mieli jeszcze cokolwiek, jeżeli zboże będzie się dalej tak psuło”. – “Tak, zgadza się, proszę Pani!” – woła ożywiony Maksymin – “teraz sobie przypominam. Nie pomyślałem o tym”. Wtedy Piękna Pani daje im taki nakaz: “A więc, moje dzieci, ogłoście to całemu mojemu ludowi!” Potem oddala się od pastuszków, przechodzi strumień Sezia i unosi się w górę drogą w kształcie litery S. Przy tym powtarza swoją prośbę, tym razem już nie w dialekcie, spoglądając w stronę Rzymu: “A więc, moje dzieci, przekażcie to dobrze całemu mojemu ludowi!” Przybywszy na szczyt wzniesienia Pani unosi się na około półtora metra nad ziemię. Jeszcze raz ogarnia swoim matczynym spojrzeniem dzieci i całą ziemię. Przestaje płakać i wydaje się jeszcze piękniejsza niż przedtem. Jednak głęboki smutek pozostaje na Jej obliczu. Pastuszkowie patrzą teraz ze zdziwieniem, jak postać zaczyna rozpływać się w blasku, który Ją opromienia. Najpierw znika głowa, później ramiona, a w końcu całe ciało. Tylko kilka róż, którymi były przyozdobione Jej stopy, unosi się jeszcze przez chwilę w powietrzu. Maksymin podskakuje do góry i chce je chwycić, jednak wtedy znikają również i one, i wszystko się kończy. Dzieci stoją pogrążone w zadumie. Melania pierwsza odzyskuje mowę: Musiała to być jakaś wielka Święta! A Maksymin dodaje: O gdybyśmy wiedzieli, że to była wielka Święta, poprosilibyśmy Ją, aby nas zabrała ze sobą do nieba! A Melania z żalem wzdycha: Ach, gdyby tak jeszcze tu była! Potem dodaje: Chyba nie chciała, abyśmy zobaczyli, dokąd pójdzie. Dzieciom zostaje wspomnienie – wspomnienie, które jest obecne w ich sercach i nigdy nie wygaśnie – a także polecenie Pięknej Pani, by przekazały dalej Jej Orędzie. Wiadomość o Objawieniu i cudownym źródle rozchodziła się niezwykle szybko. W pierwszą rocznicę Objawienia, dnia 19 września 1847 roku, frekwencja przypominała wędrówkę ludów. Już dzień wcześniej wszystkie ulice i drogi pełne były ludzi. Kościoły w okolicznych wioskach były oblegane przez tych, którzy chcieli przystąpić do sakramentów świętych – znak, że to nie tylko ciekawość wiodła te tłumy ludzi do La Salette. Do badania i oceny objawienia Maryjnego uprawniony jest biskup diecezji, w której się ono zdarzyło. Biskup wypowiada się w tym wypadku jako oficjalny reprezentant całego Kościoła przy czym zobowiązuje się do wnikliwego przeanalizowania faktów i potwierdza naturalną pewność, idącą w parze z tymi udowodnionymi faktami. La Salette należy do diecezji Grenoble. Dlatego też Objawienie z La Salette zostało poddane badaniu przez ówczesnego biskupa Grenoble Philiberta de Bruillard. Gdy usłyszał o cudownym wydarzeniu w La Salette – po raz pierwszy dnia 5 października 1846 roku, a więc 14 dni po Objawieniu, od proboszcza Melin z Corps – powołał dwie komisje, składające się z kanoników katedralnych i profesorów seminarium duchownego. Miały one zbadać i sprawdzić szczegółowo Objawienie. On sam tym badaniom przewodniczył. Wysłał wszystkie dokumenty i wyniki badań do Rzymu i otrzymał za swoje surowe i mądre badanie wyraźną pochwałę. W wyniku tego dnia 19 września 1851 roku mógł obwieścić światu: “Objawienie się Najświętszej Maryi Panny dwojgu pastuszkom na jednej z gór należących do łańcucha Alp, położonej w parafii La Salette, dnia 19 września 1846 roku, posiada w sobie wszystkie cechy prawdziwości i wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne”. Za decydujące uznał następujące problemy: 1. Wydarzenia z La Salette, ani jego okoliczności, ani jego celu ściśle religijnego nie da się wytłumaczyć innymi przyczynami, jak tylko przez Bożą interwencję. 2. Cudowne następstwa wydarzenia są świadectwem samego Boga sprawiającego cuda, a takie świadectwo przewyższa świadectwa ludzi czy też ich zastrzeżenia. 3. Tym dwom motywom, rozważanym osobno i razem, należy podporządkować całe zagadnienie. Obalają one wszystkie, doskonale nam zresztą znane, zarzuty i wątpliwości związane z La Salette. 4. Zważywszy wreszcie, że poddanie się przestrogom z nieba może nas uchronić przed nowymi karami, które nam zagrażają, stwierdzamy, że dalsze wahanie się i upór może nas tylko narazić na zło, którego nie można by naprawić. Rok później, w maju 1852 roku, biskup Philibert de Bruillard osobiście położył kamień węgielny pod sanktuarium, którego budowa w trudnych do przebycia górach do dzisiaj jest świadectwem wielkiej ofiarności ludzi owego czasu. W celu rozpowszechniania ważnego Orędzia z La Salette powołał do istnienia Zgromadzenie Księży – Misjonarzy Matki Bożej z La Salette. Założenie nowego zgromadzenia biskup de Bruillard uważał za ukoronowanie dzieła swojego życia. Jego ostatnią wolą było, aby jego serce zostało złożone na Świętej Górze w sanktuarium Pięknej Pani. Źródło:
Jak zamówić pakiet obrazków z nowenną pompejańską? Koniecznie podziel się swoim świadectwem nowenny pompejańskiej! Już 10 lat razem! Zobacz jubileuszowy numer naszego czasopisma! Odmawiam kolejną nowennę w ważnej dla mnie intencji. Bardzo dziękuję Maryi za łaski, które otrzymuję . Wiara czyni cuda – to wiem. Ważna jest wytrwałość, cierpliwość, czas na zatrzymanie się na chwilę w codziennym pędzie, ale najważniejsza jest wiara w sens tej niezwykłej modlitwy, która od wielu miesięcy towarzyszy mi w codziennym życiu. Ufam. Zobacz podobne tematy: StartŚwiadectwa o nowennie pompejańskiejMira: I ja Tobie, Maryjo, dziękuję Wspaniałe świadectwo! Bardzo proszę o chociaż krótką modlitwę za mnie, dziś jest 41 dzień mojej Nowenny, a modlę się o uzdrowienie mnie z lęków i wszystkiego co za tym idzie, dziś już nad ranem nie mogłam spać, obudziłam się i targały mną ogromne lęki i niepokój, załamana, że nic mi już nie pomoże zalewałam się łzami :(… Nie wiem czy to moja choroba czy Zły tak miesza… Potrzebuję modlitwy +
Boże przedwieczny! u stóp Twoich błagam Cię za nieszczęśliwą istotą, z którą mnie łączy węzeł najtkliwszych uczuć. Namiętność uwiodła ją na drogę obłąkania, zginie pewno o Boże! jeśli ją (go) nie poprowadzisz za rękę, nie odwrócisz od zguby i nie ulitujesz się nad opłakanym jej (jego) się Panie nad nędznem stworzeniem Twojem, nie dozwalaj mu rzucać się w przepaść zatracenia. Wszakże i za nią (niego) najświętszy Zbawicielu modliłeś się, cierpiałeś i krew swoją przelałeś na krzyżu. Przez błędy swoje utraciła Ciebie; Panie ukaż (mu) jej się raz jeszcze, oświeć (go) ją, bo pogrążona w ciemnościach i w cieniu śmierci i skieruj kroki (jego) jej na drogę ukrzyżowany! wysłuchaj głosu modlitwy mojej, i obróć miłosierne oczy na tę tak drogą dla mnie duszę. Zbawicielu ulituj się nad tak wielką nędzą. Nieszczęśliwa ta istota, której miłość Twoja utorowała drogę do nieba, zmarnowała okup tak drogi, puszczając się bezdrożami i manowcami wiodącemi w przepaść zatracenia. Oto w tej chwili staje już nad samym brzegiem otchłani, Boże miłosierdzia podaj jej (mu) rękę Twoją, zatrzymaj i ocal; jeden krok jeszcze a wpadnie i zasługi okrutnej męki Twojej, przez Twoją śmierć krzyżową odpuść (mu) jej, odpuść Panie! nie odrzucaj pokornej prośby tylko mogę modlić się i ze łzami błagać miłosierdzia Twego; Panie! usłysz wołanie moje! w Tobie ufność zupełną pokładam . Wszak gdyś płakał nad ludźmi, Boski Zbawicielu! Ojciec Twój niebieski wysłuchał prośby Twoje, mam więc nadzieję, Boże niezmierzonej dobroci! że i Ty nie odrzucisz modłów, jakie ja niegodna za tę zbłąkaną duszę przed tron Twój zanoszę. Biedna owieczka opuściła owczarnię i zabłąkała się w pustyni; racz jej poszukać najlepszy Pasterzu, poszukaj łaską i miłosierdziem Twojem i do swojej przyłącz trzodki. KRZYŻEM Książka do nabożeństwa na wszystkie uroczystości kościelne i na wszelkie okoliczności życia, 1900 r. [Oprac.
Fatima jest darem Naszej Matki Najświętszej Maryi Panny na nasze czasy. To praktyczny plan jak żyć w czasach wszechobecnego bardziej niż kiedykolwiek zła, grzechu i cierpienia. Dar i obietnica Nieba dla tych którzy podejmą to koło ratunkowe dla świata. Ale nie wystarczy posłuchać,ani nawet zrozumieć i przytaknąć. Trzeba ten plan zastosować w praktyce. Dokładnie tak jak mówi Matka Boża. Maryja przychodzi aby nas ratować. Można Jej nie słuchać i myśleć, oraz robić po swojemu. Bo wiemy lepiej, bo nie mamy czasu albo sił… Jednak trzeba jeszcze raz siebie zapytać: czy na pewno? A jeśli odmówimy, to czy wtedy mamy prawo prosić Ją jeszcze o cokolwiek?! To pierwsza część z serii zawierającej treść przesłania Matki Bożej oraz nasze refleksje. Zachęcamy do poznawanie przesłania Matki Bożej, krok po kroku razem z nami. Od początku, aby zobaczyć co przeoczyliśmy, czego nie rozumiemy, a najważniejsze: co musimy zrobić? >Najświętsza Maryja Panna, ukazała się 6 razy trzem pastuszkom; Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie; od 13 maja do 13 października 1917 r. Przyszła do małej wioski Fatima, która pozostała wierna Kościołowi katolickiemu podczas prześladowań ze strony rządu. Przyszła z przesłaniem od Boga do każdego z nas i obiecała, że cały świat będzie żył w pokoju i że wiele dusz pójdzie do Nieba, jeśli Jej prośby zostaną wysłuchane i zastosowane. Obiecała że „Jeśli moje prośby zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój”. Czy tak się stało? Równocześnie ostrzegła: „Jeśli Moje prośby nie zostaną spełnione, Rosja rozprzestrzeni swoje błędy na całym świecie, wzniecając wojny i prześladowania Kościoła, dobrzy będą się stawali męczennikami, Ojciec Święty będzie musiał wiele cierpieć, wiele narodów przestanie istnieć ”. Czy tak się nie stało? Warto zapoznać się z tymi objawieniami kolejny raz i zapytać siebie dlaczego? Dlaczego Nie słuchamy? Albo dlaczego za mało jest słuchających… Dlaczego jesteśmy głusi na wołanie z Fatimy? Bo chyba nikt nie ma wątpliwości że jesteśmy głusi. Czy nie wierzymy Matce Bożej?…>Część IAniołI. Biała postać„Według mego obliczenia – ws[pmina Siostra Łucja- zdaje się, że pierwsze zjawienie się Anioła było w roku 1915. Na zboczu Cabeco, które jest zwrócone na południe, kiedy odmawiałam różaniec z trzema dziewczętami: Teresą Matias, Maria Rosa Matias, jej siostrą, i Marią Justiną z wioski zwanej Casa Velha zobaczyłam, że ponad drzewami doliny, która rozciągała się u naszych stóp, unosi się jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, w kształcie ludzkiej postaci. Moje towarzyszki pytały mnie. co by to mogło być. Odpowiedziałam, że nie wiem. Dwa razy powtórzyło się to samo w różnych dniach.” Małe dziewczynki były zaskoczone i nie mogły tego zrozumieć ani wytłumaczyć. Wydarzenie wywarło na ich umysłach niewytłumaczalne wrażenie. Z czasem jednak w pamięci zanikało. Być może zapomniałyby o nim całkiem gdyby nie wydarzenia które nastąpiły później. 2. Módlcie się!Minął rok. Łucja jak zwykle była na polu z owcami. Tym razem z kuzynami Hiacyntą i Franciszkiem. Około południa zaczęło padać. Szukając schronienia dzieci wspięły się na zbocze aby ukryć się w grocie. „To wtedy po raz pierwszy weszliśmy do groty, która miała stać się tak święta.” opowiada Łucja. Większość dnia dzieci spędziły w grocie. Deszcz ustał, odmówiły Różaniec i zaczęły się bawić. Łucja opowiada: „Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca. W miarę jak się przybliżał, mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14–15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa. Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział: – Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną! I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując Anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa: – O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię. Po trzykrotnym powtórzeniu tych słów podniósł się i powiedział: – Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają waszych próśb. Anioł zniknął, a świadomość nadprzyrodzoności była tak intensywna, że przez długi czas dzieci pozostawały w tej samej pozycji, w jakiej ich pozostawił, nieświadome własnego istnienia, powtarzając tę samą modlitwę w kółko… Łucja opowiada: ” Obecność Boga sprawiała wrażenie tak intymnej i tak intensywnej, że nawet nie odważyliśmy się ze sobą rozmawiać. Następnego dnia byliśmy jeszcze zanurzeni w tej duchowej atmosferze, która dopiero stopniowo zaczęła zanikać. Nie przyszło nam do głowy mówić o tym objawieniu, ani też nie myśleliśmy o zaleceniu, by zachować je w tajemnicy. Samo objawienie narzuciło tajemnicę. Było tak intymne, że nie można było w ogóle o tym mówić. Wrażenie, jakie na nas wywarło, było być może tym większe, że była to pierwsza taka manifestacja, jakiej doświadczyliśmy.” 3. Ofiarujcie umartwienia! Studnia na ziemi rodziców Łucji To tutaj po raz drugi Anioł ukazał się latem 1916 roku. Studnia na ziemi rodziców Łucji To tutaj po raz drugi Anioł ukazał się latem 1916 czasem dzieci wróciły do codziennej rutyny, ale od tamtej pory spędzały razem cały czas. Pewnego wczesnego letniego popołudnia Anioł odwiedził ich ponownie podczas odpoczynku. Łucja tak opowiada co się stało: „W dniach największego upału prowadziliśmy naszą trzodę w południe do domu, aby ją wyprowadzić znowu pod wieczór. Popołudniowe godziny odpoczynku spędzaliśmy w cieniu drzew, które otaczały studnię, wiele razy już wspomnianą. Nagle zobaczyliśmy tego samego Anioła przed nami: – „Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Serce Jezusa i Maryi chcą przez was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Największemu modlitwy i umartwienia”. – „Jak mamy się umartwiać?” – zapytałam. – „Z wszystkiego, co tylko możecie, zróbcie ofiarę jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi On jest obrażany i dla uproszenia nawrócenia grzeszników. W ten sposób ściągniecie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z poddaniem cierpienia, które wam Bóg ześle„. W późniejszych latach Łucja ujawniła: „ Słowa Anioła były jak światło, które uświadomiło nam, kim jest Bóg, jak nas kochał i jak chciał być kochany; wartość ofiary, do jakiego stopnia Mu się podobała i jak została nagrodzona nawróceniem grzeszników. Od tego momentu zaczęliśmy ofiarowywać Panu wszystko, co nas umartwiło, nie próbując znaleźć innych sposobów umartwienia lub pokuty, niż mijanie godziny po godzinie, kłaniając się na ziemię, powtarzając modlitwę, której nauczył nas Anioł ”. Tylko Łucja i Hiacynta słyszały słowa Anioła. Franciszek widział tylko Anioła i wiedział, że rozmawia z dziewczynkami. Bardzo chciał dowiedzieć się, co zostało powiedziane – „Hiacynto, powiedz mi, co powiedział Anioł!” „Powiem ci jutro, Franciszku. Nie mogę teraz mówić. ” Dziewczynka była tak przytłoczona zdarzeniem, że nie miała siły rozmawiać…. „Następnego dnia, gdy tylko do mnie podszedł, zapytał mnie:„ Czy spałeś ostatniej nocy? – Ciągle myślałem o Aniele i tym, co mógł powiedzieć.” Potem powiedziałem mu wszystko, co Anioł powiedział podczas pierwszego i drugiego objawienia. Wydawało się jednak, że nie zrozumiał wszystkiego, co oznaczają te słowa, ponieważ zapytał: „Kto jest Najwyższy? Co oznacza: „Serca Jezusa i Maryi zwracają uwagę na głos waszych błagań?” „Po otrzymaniu odpowiedzi zastanowił się przez chwilę, po czym wtrącił się z innym pytaniem. Ale mój umysł nie był jeszcze wolny, więc kazałem mu poczekać do następnego dnia, ponieważ w tym momencie nie byłem w stanie mówić! „Czekał ale po pewnym czasie znów zaczął dopytywać. „Hiacynta powiedziała mu: „Słuchaj! Nie powinniśmy dużo rozmawiać o tych sprawach ”. „Kiedy rozmawialiśmy o Aniele, nie wiem, co czuliśmy. „Nie wiem, jak się czuję”, powiedziała Hiacynta. „Nie mogę już rozmawiać, śpiewać ani grać. Nie mam dość siły na nic ”. „Ja też nie”, odpowiedział Franciszek, „ale co z tego? Anioł jest piękniejszy niż wszystko. Pomyślmy o nim ”4. Czułem że Bóg był we mnieZbliżała się jesień. Dzieci wyruszały z owcami na wzgórza na cały dzień. To była trzecia i ostatnia wizyta Anioła: „Trzecie zjawienie, wydaje mi się, miało miejsce w październiku albo w końcu września, w tym czasie przerwy obiadowej nie spędzaliśmy już w domu. Jak już wspomniałam pisząc o Hiacyncie, przeszliśmy z Pregueiry (lasku oliwnego należącego do moich rodziców) do Loca de Cabeco okrążając zbocza wzgórza od strony Aljustrel i Casa Velha. Tam odmówiliśmy najpierw różaniec i modlitwę, której nas nauczył Anioł w czasie swego pierwszego zjawienia. Kiedy tam byliśmy, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę: „Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty,uwielbiam Cię ze czcią najgłębszą. Ofiaruję Ci przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, obecnego na wszystkich ołtarzach świata, na przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, które Go obrażają. Przez niezmierzone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi proszę Was o nawrócenie biednych grzeszników”. Potem Anioł powstał, ponownie trzymając kielich i Hostię, dał Hostię Łucji, a zawartość kielicha Hiacyncie i Franciszkowi, mówiąc: „Przyjmijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, okropnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagrodźcie ich grzechy i pocieszajcie waszego Boga!” Potem znowu padł na ziemię, odmówił z dziećmi trzy razy modlitwę: „Trójco Przenajświętsza …” i zniknął. „Poruszeni siłą nadprzyrodzoną, która nas otaczała naśladowaliśmy we wszystkim Anioła, tzn. uklękliśmy jak on na ziemi i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Bożej była tak intensywna, że prawie całkowicie nas pochłaniała i unicestwiała. Zdawało nam się nawet, że przez dłuższy czas zostaliśmy pozbawieni zmysłów. To Franciszek uświadomił sobie, że robi się ciemno, zwrócił naszą uwagę na ten fakt i pomyślał, że powinniśmy zabrać nasze stada z powrotem do domu.” «Gdy minęło kilka pierwszych dni i wróciliśmy do normalności, Franciszek zapytał: „wiem, że Anioł dał ci Komunię Świętą. Ale co dał mi i Hiacyncie? ” – „To samo; to była Komunia Święta – odpowiedziała Hiacynta, przepełniona radością – czy nie widziałeś, że to Krew spadła z Hostii? – „Czułem, że Bóg jest we mnie” – odpowiedział Franciszek, „ale nie wiedziałem jak”. Potem, padając na ziemię, on i jego siostra pozostali przez długi czas, powtarzając raz za razem modlitwę Anioła:„ Trójcy Przenajświętszej …>Obecność Boga jest czymś oszałamiającym, a nawet miażdżącym dla naszych ludzkich zdolności pojmowania. Anioł był dla przyszłych posłańców Matki Bożej wstępem do jeszcze większej łaski. Najpierw przeszły szkołą prawdziwej pokory, poznania wielkości i świętości Boga oraz nicości człowieka. Oprócz przesłania, które widzący od razu zaczęli praktykować – „odtąd spędzaliśmy długie okresy, padając na twarz jak Anioł, powtarzając jego słowa, aż czasami upadaliśmy, wyczerpani” – wizyta anioła sprawiła ze otrzymali także łaskę pokoju i radości w Bogu: „pokój i szczęście, które odczuwaliśmy, było wielkie, ale całkowicie wewnętrzne, ponieważ nasze dusze były całkowicie zanurzone w Bogu. Fizyczna słabość, która nas ogarnęła, była również wielka.” „Módl się! Módlcie się dużo! ” Anioł dał im przykład. Czuli się poruszeni, aby go naśladować, nieustannie powtarzając, padając na ziemię jak on, dwie modlitwy, których ich nauczył. Byłby to ich pierwszy akt umartwienia, potem były następne. Bezustanie i do utraty sił. „Czasami biedny Franciszek nie mógł już dłużej mówić: Po tym, kiedy pokłoniliśmy się, aby odmówić tę modlitwę, jako pierwszy czuł napięcie takiej postawy; ale klęczał lub siedział i modlił się, dopóki nie skończyliśmy. Później powiedział: „Nie jestem w stanie tak długo pozostać, jak ty. Bolą mnie plecy tak bardzo, że nie mogę tego zrobić.” Czytając wspomnienia Siostry Łucji zauważamy że czas pierwszych objawień zbiegł się z próbami i cierpieniami jakie dotknęły jej rodzinę. Stopniowo sytuacja rodzinna stawała się coraz bardziej trudna: „W tym okresie moje dwie najstarsze siostry opuściły dom, po otrzymaniu sakramentu małżeństwa. Mój ojciec wpadł w złe towarzystwo i pozwolił, by słabość go pokonała; oznaczało to utratę części naszej własności. Kiedy moja matka zdała sobie sprawę, że nasze środki do życia maleją, postanowiła wysłać moje dwie siostry, Glorię i Caroline, do pracy jako służki. W domu pozostał tylko mój brat, który opiekował się naszymi kilkoma pozostałymi polami; moja matka opiekująca się domem; i ja, aby zabrać nasze owce na pastwisko” „Moja biedna matka wydawała się utopiona w otchłani cierpienia. Kiedy w nocy zbieraliśmy się wokół ognia, czekając, aż mój ojciec przyjdzie na kolację, moja matka patrzyła na puste miejsca córek i wołał z głębokim smutkiem: „Mój Boże, gdzie zniknęła cała radość z naszego domu? ” Potem, opierając głowę na stoliku obok, wybuchnęła gorzkimi łzami. Mój brat i ja płakaliśmy z nią. To była jedna z najsmutniejszych scen, jakie kiedykolwiek widziałem. A co z tęsknotą za moimi siostrami i widzeniem mojej matki tak nieszczęśliwej, sprawiało, że serce mi pęka.” „Chociaż byłam tylko dzieckiem, doskonale rozumiałam sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Potem przypomniałam sobie słowa Anioła:„ Przede wszystkim przyjmujcie ulegle ofiary, które Pan wam pośle ”. W takich chwilach wycofywałam się do odosobnionego miejsca, aby nie zwiększać cierpienia mojej matki, pozwalając jej zobaczyć swoje własne.” „To miejsce było zwykle naszą studnią. Tam, na kolanach, pochylając się nad krawędzią kamiennych płyt pokrywających studnię, moje łzy zmieszały się z wodą poniżej i ofiarowałem moje cierpienie Bogu. Czasami Hiacynta i Franciszek przychodzili i znajdowali mnie w takim stanie, z gorzkim żalem. Ponieważ mój głos był zdławiony szlochem i nie mogłem powiedzieć ani jednego słowa, dzielili moje cierpienie do tego stopnia, że płakali też obfitymi łzami.”>„Co robicie? Módl się! Módlcie się dużo!„ – Lekcja nie poszła na marne. Jesienią, kiedy Anioł przyszedł po raz ostatni, aby dzieci przyjęły Komunię Świętą, już się nie bawiły. Zastał je w modlitwie. Padały na ziemię, powtarzając słowa których ich nauczył. Dzieci modliły się nieustannie. Czy nas usprawiedliwia to że nie widzieliśmy Anioła z Fatimy? Jak bardzo wiele nam brakuje w porównaniu do nich!….„ Przede wszystkim przyjmujcie ulegle ofiary, które Pan wam pośle ”Żródła cytatów: 1. Wspomnienia Siostry Łucji – tekst zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria. 2. The True Story of Fatima – ks. Giovanni de Marchi.
ja maryja was proszę ze łzami